niedziela, 25 listopada 2012

Rozdział 2

Ten rodział jest dłuższy od pierwszego ;)

__________________________________________

2

Dzy. Dzy. Dzy. Taki dźwięk usłyszała z samego rana Edyta. Uderzyła w wyświetlacz telefonu by uciszyć budzik. Wstała z ociąganiem. „Co za dupa”- pomyślała. Poszła szybszym krokiem do łazienki. „Uf…chociaż Damian jeszcze nie wstał”. Zamknęła za sobą drzwi na zasuwkę. Załatwiła się, umyła ręce i zęby, uczesała włosy.
- Wychudź już! Siedzisz tam pół godziny! – „oho, wstał”.
- Dopiero weszłam. – odpowiedziała spokojnie, ale żeby się nie kłócić wyszła. – I tak kończyłam, a następnym razem będę siedzieć tam dłużej by uprzykrzyć ci życie.- w pokoju założyła bluzeczkę i spódniczkę od mundurka.
- Jakoś to zmodyfikujemy.- powiedziała do siebie. Wzięła z tablicy korkowej czerwoną, zieloną i czarna bransoletki z takimi samymi kształtami koralików. Spojrzała w lustro. Ładnie zwisały z prawego nadgarstka. Potrząsnęła ręką, a one odpowiedziały lekkim grzechotaniem. Spojrzała jeszcze raz na siebie. "Czegoś tu brakuje, ale czego?” Założyła na szyje czarny łańcuszek z koniem. „ Będzie pasować do chustki”- pomyślała. Zawiązała ją na lewej ręce i zeszła na dół.
Szybko zrobiła sobie śniadanie z płatków Ciniminis i gorącego mleka zagrzanego w mikrofali. „Pierwszy dzień w nowej szkole i muszę sama iść”. Smutna nie zauważyła, że jej brat wszedł do pomieszczenia.
- Nie przyjmuj się.- powiedział niespodziewanie.
- Czym?- spytała skołowana Edyta. Nie zdawała sobie sprawy, że powiedziała to głośno.
- No, szkołą. Jak chcesz to mogę cię odprowadzić.- zaoferował.
- Serio?- dziewczyna zrobiła wielkie oczy.
- No, tak. Poznałem już trochę te okolice, a twoja szkoła jest po drodze do mojej. Będziesz mieć chociaż jakieś punkty u chłopaków i dziewczyn.
- W jakim sensie?
- Zobaczą ciebie ze mną to pomyślą, że jestem twoim chłopakiem. Chłopacy będą wiedzieć, że masz wzięcie, a laski od razu zaczną o mnie wypytywać.- powiedział szybko.
- Masz wysoką samoocenę, ale chętnie skorzystam z twojej propozycji, bo jeszcze zmienisz zdanie. Dokończę śniadanie i możemy się zbierać.
- Ok. To ja czekam przed furtką.- powiedział i wyszedł trzasnąwszy drzwiami.
„Co za szczęście, że ma dziś jeden z tych lepszych dni. Szczęśliwy Damian to szczęśliwa ja”
Włożyła miskę do zmywarki, wzięła kluczę i jeszcze spojrzała na zegarek na ścianie. Wybiegła szybko, zakluczyła drzwi i popędziła do bramki.
- Szybko bo się spóźnimy!- krzyknęła do brata.
- Która jest?
- Siódma pięćdziesiąt! Szybko!- chwyciła chłopaka za rękę i mocno pociągnęła za sobą by go zmusić do jeszcze szybszego biegu. Nie był w stanie tak szybko i długo biec obok niej, ponieważ Edyta trenowała w czwartej i piątej klasie podstawówki biegi. Wlókł się coraz wolniej, ciągnięty jak jakiś muł.
- Zwol…nij…- udało mu się wydusić pomiędzy jednym a drugim oddechem.
- Nie! Jest…- spojrzała na telefon w lewej ręce który wyciągnęła z kieszeni marynarki.-…O Boże! Za minutę mam apel!- stanęła bo zauważyła, że zgubiła mały balast. Stał oparty plecami o płot i patrzył na nią jak na wariatkę.
- Oszalałaś?! Wiesz, że nie umiem tak pędzić! Może i jestem starszy o dwa lata ale to nie oznacza, że mam płuca ze stali!
- Ale…- nie skończyła bo jej przerwał.
- Apel na pewno się opóźnij jak zawsze na początku roku. Zanim wszyscy się ustawią jakoś w składzie minie trochę czasu, a przecież i tak nikt cię tam nie zna, więc co się przejmujesz. Z pierwszego dnia nikt nie zapamiętuje imion. A tak w ogóle, ja już nie wytrzymam tak szybkiego tempa. Mogę wolniej biec ale na pewno nie chcę się spocić, a już na pewno śmierdzę jak zdechły kot.- powiedział i skrzywił się. Popatrzył na swoje buty, a potem na siostrę.
- Zdechły kot?- spytała chichocząc.
- Żebyś wiedział jak takie coś capi, sama byś poczuła podobieństwo.- znów się skrzywił i usłyszał jak dziewczyna zaczyna się śmiać.- Co?!
- Nie, nic…ale wąchałeś kiedyś coś takiego?- spytała ze śmiechem.
- Pamiętasz kota babki Klaudii z Dziećmierowa?
- Tak.- odpowiedziała z ociąganiem. Lubiła tego kotka. Duży, szary w rude plamki. Słodko wyglądał gdy pomarańczowe uszko opadało w dół, jak u misia uszatka. Myślała, że tylko psy tak mogą, ale nie za bardzo znała się na zwierzętach.- Co z nim? Zdechł, tak?
- Nom, w te wakacje. Pani Czap szukała go i poprosiła mnie o pomoc w poszukiwaniach. Znalazłem go w krzakach za jej płotem. Musiał się…
- Dobra nie kończ! –wykrzyknęła szybko by przerwać wywód brata.- Czy ty musisz być taki dosłowny? Albo raczej ohydny?
- Dobra, nieważne. Chodźmy.
Rozmawiali w czasie dalszej drogi. Przy bramie wybuchli śmiechem na wspomnienie przyczepionego ogona do Damiana spodni, za którym biegała Edyta, próbując wyciągnąć go.
- Tak. Tak. Pamiętam jak rzucałaś się na mnie byle tylko wygrać.- powiedział śmiejąc się.
- I zawsze mi się udawało. Nawet jak wlazłeś na drzewo.
- Właziłaś wtedy za mną. To było komiczne.
- Przestań…- wydusiła i dała kuksańca w ramię chłopakowi. Doszli właśnie pod szkołę. – Ja lecę. Obyś miał racje z tym ustawianiem.
- Mam. Patrz. Tam stoi grupka dziewczyn, a pod drzewem chłopacy. Tam kujony jak mi się zdaję, a na schodach… uuu…laseczki.- powiedział i uśmiechnął się zalotnie w moją stronę. Chciałby dziewczyny były zazdrosne. Chciałam spojrzeć w ich stronę, ale powstrzymało mnie uwaga jaką powiedział szybko.
- Nie patrz bo się jeszcze coś skapną. Poradzisz sobie?- zapytał z troską w głosie.
-Jasne. Nie ma problemu.- uśmiechnęła się i pocałowała go w policzek.
- To do zobaczenia, Edytka!- wykrzyknął jeszcze za nim odbiegła. Zrobił to dostatecznie głośno by inni usłyszeli, ale nie za głośno by myśleli, że zrobił to na pokaz. Pomachała mu jeszcze i skierowała się w stronę głównego wejścia do budynku. Niektóre ze spojrzeń posyłanych do niej były wrogie, zazdrosne, ale większość przyjazne i jakieś takie… z szacunkiem. Myślą sobie, że nowa i już znalazła sobie starszego chłopaka.” Ale matoły. Tak to już jest w ‘zamkniętych’ szkołach”. Uśmiechnęła się jeszcze na te myśl zanim weszła.
Hol był przeogromny. Podłoga z szaro-białego marmuru z lśniącymi złotymi wykończeniami. Okna duże od podłogi do sufitu, a pomiędzy nimi złote ramy z malowidłami poprzednich dyrektorów. Na prawo była droga do sekretariatu i gabinetu dyrektora, na lewo stołówka, a dalej biblioteka. Schody na wprost wejścia były wysadzane kamieniami i gdy się na nich stąpało w obcasach słychać było zgrzytanie lub dźwięczne melodie.
- Łał…- szepnęła cicho. Spojrzała na tablice informacyjną koło drzwi. Palcem wyszukała klasy drugiej „C”. Sala numer piętnaście mieściła się na pierwszym piętrze. „ Dobrze, że sprawdziłam rozkład szkoły w internecie”- pomyślała Edytka. Spojrzała na uczniów w mundurkach którzy zaczęli się przemieszczać w stronę stołówki. Tam właśnie miał się odbyć apel rozpoczynający rok szkolny. Poszła lekkim kroczkiem w swoich żółtych martensach.
Cała sala była wypełniona po brzegi. Wszystkie krzesła pozajmowane. Stanęła po prawej stronie od drzwi. Dyrektorka stanęła przy bufecie i prze ladzie z wydawanym jedzeniem. Puknęła w mikrofon palcem by sprawdzić czy wszystko działa.
- Witam Was wszystkich w pierwszym dniu roku szkolnego dwa tysiące dwanaście na dwa tysiące trzynaście. Jak pewnie większość zauważyła jest nas trochę mniej niż w zeszłym roku. Przykro mi z tego powodu ale mam nadzieje, że Wy będziecie szczęśliwi w murach gimnazjum …… Nazywam się Amelia Nowak i jestem tu dyrektorką. Już na samym początku muszę powiedzieć, że nie toleruje wybryków…- Edytka słuchała tylko początku przemówienia ale nie wytrzymała już po pięciu, może nawet trzech minutach. Wyłączyła się. Słyszała tylko: ble, ble, ble. Dyrektorka gadała jeszcze z piętnaście minut. Na jej miejsce weszła starsza pani w siwych włosach. Miała na sobie bordowa marynarkę, spódniczkę i malutkie butki na obcasie. Rozejrzała się po twarzach uczniów.
- Na pewno każdy coś o mnie słyszał.- „na pewno nie” pomyślała dziewczyna koło wejścia.- Jestem Greta. Greta Osłon.- A tak coś tam było na stronie szkoły ale ciekawe co ona ma takiego w sobie, że każdy niby ją zna.- Szybko prze…- Młodzież, jak również nauczyciele nie usłyszeli co chciała powiedzieć bo zagłuszył ją dzwonek. Jeden. Dwa. Trzy. Dziewczyna popatrzyła na innych. Byli równie zdziwieni jak ona. „Co oznaczały trzy dzwonki pod rząd?” Chodziła do szkoły, ile lat? Siedem? Osiem? I już zapomniała przez wakacje. Zachichotała w duchu. „Przecież jak można zapomnieć przyjaciela każdego ucznia. Alarm pożarowy!” Zaczęła się kierować za reszta. Nauczyciele coś dyskutowali ze sobą, gestykulując ale maszerując tam gdzie wszyscy.
Przed szkołą zebrał się spory tłumek ludzi. Posuwali się do bram szkoły by wszyscy mogli wyjść z budynku. Gdy już byli jako tako ustawieni, pani dyrektor zaczęła mówić donośnym głosem, ponieważ dzwonek cały czas wydawał z siebie dźwięki.
- Przepraszam was za…- z budynku wybiegł pan w starszym wieku i zaczął szybko coś mówić jej na ucho. Skrzywiła się na słowa jakie usłyszała, zapewne od dozorcy. On szybko wbiegł do szkoły, a dzwonienie ucichło.- Za wygłupy.- Po placu przeszedł szmer głosów.- Ktoś wkradł się do szkoły i włączył alarm przeciw pożarowy. Pan Jan widział uciekiniera. Jest pewien, że to żaden z tej szkoły, a teraz proszę o rozejście się do klas. Wasi wychowawcy poinformują was co i jak. Mam nadzieje, że to będzie miły i kulturalny rok. Życzę wszystkim miłego dnia.
Edyta spojrzała na drzwi za którymi zniknął mężczyzna. Szybko otrząsnęła się z szoku i ruszyła do sali numer piętnaście na górnym piętrze.

_______________________________________________

Mam nadzięje, że się wam spodobał... jeśli tak to piszcie komentarze bo nie wiem czy tylko wchodzicie sprawdzić co tu jest...czy się może wam tak podoba ;) Piszcie :*

wtorek, 20 listopada 2012

Rozdział 1

„Czy ja muszę to znosić?” To właśnie pytanie zadawała sobie Edyta Januszewska, leżąca w wannie pełnej, białej piany. „Co ja takiego zrobiłam?” Spojrzała na drzwi do łazienki, w które ktoś zapukał.
- Skarbie, kiedy wyjdziesz? - usłyszała głos z dziwną chrypką.
- Damian! Wiem, że to ty, ośli zadku! - wykrzyczała czternastolatka. - I, nie. Nie mam zamiaru wychodzić stąd…aż do gwiazdki.
- Przecież gwiazdka jest za cztery miesiące! - krzyknął chłopak i walnął w drzwi pięścią.
- Trudno, stanę się wielką pomarszczoną śliwką!
Nie był to najgorsze pomysł. Oczywiście wziąwszy pod uwagę, że ktoś musiałby przynosić jej jedzenie i woda by szybko ostygła, czego nie znosiła, a zdarzało się to często.
Rozejrzała się po małym pomieszczeniu. Mini kibel, mini umywalka, mini ręczniki na mini półkach, ale warto było posprzeczać się z mamą o dużą wannę. „Po co ci ona? Prysznic bierzesz rano przed szkołą, a na wannę nie będziesz mieć wtedy czasu” - powiedziała. „Ale mamo…Ja chcę mieć te wannę. Wiesz…nowy dom, nowi ludzie, nowa szkoła. Chcę mieć choć trochę pożytku z tej przeprowadzki” - odpowiedziała smętnie Edytka. „Kochanie, wiem, że przeprowadzka nie była dla ciebie przyjemna, ale nie musisz mi tego wytykać. Kupię ci ją, ale chodźmy do kasy”. Tak udało się Edytce kupić przeogromną rzecz do małego pomieszczenia. Zrobiła wyrzuty matce , że robi źle odciągając ją od znajomych, chłopaka i szkoły. Była zła na siebie, że tak potraktowała mamę. Długa gryzła się za to i w końcu przeprosiła za swoje głupie zachowanie. Hanna, jej matka, przyjęła to z uśmiechem. „Nic się nie stało, słoneczko. Zasługujesz na wszystko co najlepsze i dlatego zapisałam cię do prywatnej szkoły”. „Co takiego? Mamo! Coś ty zrobiła?! Ja i mundurki, snoby i jeszcze zacofana metoda nauki?! Jak ja tam będę wyglądać?!” - wykrzyknęła córka. „Dopasujesz się i skąd pomysł, że jest tam inaczej niż w publicznej szkole?”- powiedziała spokojnie kobieta. „Pff… z tobą rozmawiać...” - po tej krótkiej wymianie zdań Edyta wyszła z salonu.
- Edyta, wychodź! Jakiś Michał do ciebie dzwoni! - wykrzyknął brat dziewczyny.
- Co?! Michał?! Już wychodzę! Powiedz mu, że zaraz podejdę. – dziewczyna wyskoczyła z wody jak oparzona. Owinęła ciało ręcznikiem, a na głowie zrobiła turban. Odkręciła zamek w drzwiach i wzięła podawany przez brata telefon. – Michał? Michał? Halo? Jesteś? – Powtórzyła formułkę jeszcze raz. Nikt się nie odzywał. Dziwne, a może nie? Och…Odwróciła się szybko do tyłu, ale brata nie było, a drzwi do łazienki były zamknięte.
- Ty, pokurczu! Dostanie ci się kiedy wyjdziesz! – poszła do swojego pokoju i usiadła na łóżku. Wytarła włosy ręcznikiem.
„Czemu wszystko tak szybko się dzieje?”
Usłyszała dźwięk przysyłanej wiadomości na Gadu-Gadu. Założyła szybko krótką piżamę w czerwone kwiaty i usiadła przy laptopie. Wiadomość od Anety.
„Powodzenia w nowej szkole! ;) Mam nadzieje, że znajdziesz tam jakąś spoko wiarę. „
„Ja też mam taką nadzieje”- powiedziała w duchu Edyta.
„To jest oczywiste! Ludzie w mundurkach, zawsze są z wyższych sfer i jestem pewna, że będą chcieli poznać mój chory przypadek”- odpisała przyjaciółce. Zgarbiła się na czarnym, skórzanym siedzeniu i podkurczyła nogi pod brodę.
„ Nie przesadzaj! Uznaj to jako nowe doświadczenie. Zapisz to w swoim pamiętniku”
„ Nie mam pamiętnika…”
„To sobie załóż. Będziesz mogła pisać tam o swoich uczuciach i takich tam. A tak w ogóle, jak wygląda twój mundurek?”
Spojrzała na ubranie wiszące na drzwiach szafy.
„ Nie tak źle, jak się spodziewałam. Granatowa bluzka na ramiączkach, do tego marynarka tego samego koloru i spódnica do kolana lub spodnie. Obowiązkowo trzeba też nosić chustkę z herbem szkoły.”
„ Jak ten herb wygląda?”
„Eee… czarny koń stojący na tylnych nogach z ‘’pasażerem’’ na plecach.”
„Chyba się mówi, że z jeźdźcem.”
„Wszystko jedno jak i tak już nienawidzę tej szkoły!”
„Och…przesadzasz. Dobra. Kończę. Muszę jeszcze wyprasować spódnicę i białą bluzkę. Pa.”
„Pa.”- odpisała Edyta.
Spojrzała na zegarek. Dwudziesta czwarta pięćdziesiąt. Wyłączyła komputer i wstała. Rozejrzała się po pokoju szukający w myślach odpowiedniej rzeczy. „Gdzie to jest?”- zapytała siebie. Podeszła do tablicy korkowej i przyglądała jej się z zaciekawieniem. „Może założę jutro zielone bransoletki?”
Leżąc już w łóżku dziewczyna odpływała w sen na jawie. Myślała o domu. Nie tym w którym mieszka od miesiąca, ale o tym który opuściła pod przymusem. Jego dach był czerwony, jak w bajkach. Miał dużą werandę, a z tyłu taras, na którym stały krzesła, stolik, grill i wielki parasol osłaniający, w upalne dni, przed słońcem. Ogród był chyba najpiękniejszą rzeczą jaką w życiu widziała. Ogromna wierzba, pod nią staw z rybkami i kaczkami. Dróżka wiodąca do huśtawki w cieniu drzewa. Wokół same różowe, czerwone i pomarańczowe kwiaty. Kolory gryzące sią, aczkolwiek pasujące w niebiańskim pięknie. Była tam miliony razy: po szkole, w weekend i w czasie imprez szklonych, znajomych, na które nie chodziła. Uważała, że w tym miejscu czuję się o niebo lepiej, niż w pomieszczeniu pełnym ludzi.
Wspomnienia napływały jak wzmożona fala. Nie mogła jej zatrzymać. Połowa jej świadomości dryfowała już w śnie. Zobaczyła chłopaka o blond włosach, które sterczały we wszystkie strony. Choć poprawiał jej i tak zawsze były potargane. Lekko zaokrąglona buzia. Jeszcze ślady chłopięcego wyglądu. Zarumienione policzki, a w oczach złote iskierki rozbawienia. Kolor tak niezwykły, że trudny do określenia. Trochę niebieskie, trochę zielone, a czasem szare.
Spróbowała odegnać obraz który ukazał się w jej głowie. Tak dobrze znany, że aż poczuła łzy pod zamkniętymi powiekami. Otworzyła szybko oczy, ale i tak widziała te twarz.
Witam...:) stworzyłam nowego bloga. Jestem uszczęśliwiona tym jak super udało mi się zrobić wygląd tego...wszystkiego. Piszcie w komentarzach jak coś się wam spodoba. Będę w nim zamieszczać moje opowiadanie. Zamieszczać je będę tu po rozdziale. ;) Miłego czytania! :D