„Czy ja muszę to znosić?” To właśnie pytanie zadawała sobie Edyta Januszewska, leżąca w wannie pełnej, białej piany. „Co ja takiego zrobiłam?” Spojrzała na drzwi do łazienki, w które ktoś zapukał.
- Skarbie, kiedy wyjdziesz? - usłyszała głos z dziwną chrypką.
- Damian! Wiem, że to ty, ośli zadku! - wykrzyczała czternastolatka. - I, nie. Nie mam zamiaru wychodzić stąd…aż do gwiazdki.
- Przecież gwiazdka jest za cztery miesiące! - krzyknął chłopak i walnął w drzwi pięścią.
- Trudno, stanę się wielką pomarszczoną śliwką!
Nie był to najgorsze pomysł. Oczywiście wziąwszy pod uwagę, że ktoś musiałby przynosić jej jedzenie i woda by szybko ostygła, czego nie znosiła, a zdarzało się to często.
Rozejrzała się po małym pomieszczeniu. Mini kibel, mini umywalka, mini ręczniki na mini półkach, ale warto było posprzeczać się z mamą o dużą wannę. „Po co ci ona? Prysznic bierzesz rano przed szkołą, a na wannę nie będziesz mieć wtedy czasu” - powiedziała. „Ale mamo…Ja chcę mieć te wannę. Wiesz…nowy dom, nowi ludzie, nowa szkoła. Chcę mieć choć trochę pożytku z tej przeprowadzki” - odpowiedziała smętnie Edytka. „Kochanie, wiem, że przeprowadzka nie była dla ciebie przyjemna, ale nie musisz mi tego wytykać. Kupię ci ją, ale chodźmy do kasy”. Tak udało się Edytce kupić przeogromną rzecz do małego pomieszczenia. Zrobiła wyrzuty matce , że robi źle odciągając ją od znajomych, chłopaka i szkoły. Była zła na siebie, że tak potraktowała mamę. Długa gryzła się za to i w końcu przeprosiła za swoje głupie zachowanie. Hanna, jej matka, przyjęła to z uśmiechem. „Nic się nie stało, słoneczko. Zasługujesz na wszystko co najlepsze i dlatego zapisałam cię do prywatnej szkoły”. „Co takiego? Mamo! Coś ty zrobiła?! Ja i mundurki, snoby i jeszcze zacofana metoda nauki?! Jak ja tam będę wyglądać?!” - wykrzyknęła córka. „Dopasujesz się i skąd pomysł, że jest tam inaczej niż w publicznej szkole?”- powiedziała spokojnie kobieta. „Pff… z tobą rozmawiać...” - po tej krótkiej wymianie zdań Edyta wyszła z salonu.
- Edyta, wychodź! Jakiś Michał do ciebie dzwoni! - wykrzyknął brat dziewczyny.
- Co?! Michał?! Już wychodzę! Powiedz mu, że zaraz podejdę. – dziewczyna wyskoczyła z wody jak oparzona. Owinęła ciało ręcznikiem, a na głowie zrobiła turban. Odkręciła zamek w drzwiach i wzięła podawany przez brata telefon. – Michał? Michał? Halo? Jesteś? – Powtórzyła formułkę jeszcze raz. Nikt się nie odzywał. Dziwne, a może nie? Och…Odwróciła się szybko do tyłu, ale brata nie było, a drzwi do łazienki były zamknięte.
- Ty, pokurczu! Dostanie ci się kiedy wyjdziesz! – poszła do swojego pokoju i usiadła na łóżku. Wytarła włosy ręcznikiem.
„Czemu wszystko tak szybko się dzieje?”
Usłyszała dźwięk przysyłanej wiadomości na Gadu-Gadu. Założyła szybko krótką piżamę w czerwone kwiaty i usiadła przy laptopie. Wiadomość od Anety.
„Powodzenia w nowej szkole! ;) Mam nadzieje, że znajdziesz tam jakąś spoko wiarę. „
„Ja też mam taką nadzieje”- powiedziała w duchu Edyta.
„To jest oczywiste! Ludzie w mundurkach, zawsze są z wyższych sfer i jestem pewna, że będą chcieli poznać mój chory przypadek”- odpisała przyjaciółce. Zgarbiła się na czarnym, skórzanym siedzeniu i podkurczyła nogi pod brodę.
„ Nie przesadzaj! Uznaj to jako nowe doświadczenie. Zapisz to w swoim pamiętniku”
„ Nie mam pamiętnika…”
„To sobie załóż. Będziesz mogła pisać tam o swoich uczuciach i takich tam. A tak w ogóle, jak wygląda twój mundurek?”
Spojrzała na ubranie wiszące na drzwiach szafy.
„ Nie tak źle, jak się spodziewałam. Granatowa bluzka na ramiączkach, do tego marynarka tego samego koloru i spódnica do kolana lub spodnie. Obowiązkowo trzeba też nosić chustkę z herbem szkoły.”
„ Jak ten herb wygląda?”
„Eee… czarny koń stojący na tylnych nogach z ‘’pasażerem’’ na plecach.”
„Chyba się mówi, że z jeźdźcem.”
„Wszystko jedno jak i tak już nienawidzę tej szkoły!”
„Och…przesadzasz. Dobra. Kończę. Muszę jeszcze wyprasować spódnicę i białą bluzkę. Pa.”
„Pa.”- odpisała Edyta.
Spojrzała na zegarek. Dwudziesta czwarta pięćdziesiąt. Wyłączyła komputer i wstała. Rozejrzała się po pokoju szukający w myślach odpowiedniej rzeczy. „Gdzie to jest?”- zapytała siebie. Podeszła do tablicy korkowej i przyglądała jej się z zaciekawieniem. „Może założę jutro zielone bransoletki?”
Leżąc już w łóżku dziewczyna odpływała w sen na jawie. Myślała o domu. Nie tym w którym mieszka od miesiąca, ale o tym który opuściła pod przymusem. Jego dach był czerwony, jak w bajkach. Miał dużą werandę, a z tyłu taras, na którym stały krzesła, stolik, grill i wielki parasol osłaniający, w upalne dni, przed słońcem. Ogród był chyba najpiękniejszą rzeczą jaką w życiu widziała. Ogromna wierzba, pod nią staw z rybkami i kaczkami. Dróżka wiodąca do huśtawki w cieniu drzewa. Wokół same różowe, czerwone i pomarańczowe kwiaty. Kolory gryzące sią, aczkolwiek pasujące w niebiańskim pięknie. Była tam miliony razy: po szkole, w weekend i w czasie imprez szklonych, znajomych, na które nie chodziła. Uważała, że w tym miejscu czuję się o niebo lepiej, niż w pomieszczeniu pełnym ludzi.
Wspomnienia napływały jak wzmożona fala. Nie mogła jej zatrzymać. Połowa jej świadomości dryfowała już w śnie. Zobaczyła chłopaka o blond włosach, które sterczały we wszystkie strony. Choć poprawiał jej i tak zawsze były potargane. Lekko zaokrąglona buzia. Jeszcze ślady chłopięcego wyglądu. Zarumienione policzki, a w oczach złote iskierki rozbawienia. Kolor tak niezwykły, że trudny do określenia. Trochę niebieskie, trochę zielone, a czasem szare.
Spróbowała odegnać obraz który ukazał się w jej głowie. Tak dobrze znany, że aż poczuła łzy pod zamkniętymi powiekami. Otworzyła szybko oczy, ale i tak widziała te twarz.
Aaaaa wiedziałam, że jak cos zaczniesz pisac, to będzie genialne!! Czekam na następny!!
OdpowiedzUsuńNo i kolejne twoje zajebiste opowiadanie ; ) musisz jeszcze napisać więcej ;** a tak to gitara ; D
OdpowiedzUsuń